Piątek , fajna pogoda. Jak na koniec października jest ciepło. Wróciłam z pracy, przebrałam się, wzięłam Mp3 ubrałam zwykłe jeansy, szarą ciepłą bluzę z napisem`Hi!`. Szłam przez park ze słuchawkami w uszach i rozmyślałam o wszystkim i niczym. Nagle zobaczyłam jakiegoś faceta, który wstaje z ławki i rusza ścieżką. Dostrzegłam czarny portfel na ławce. "Pewnie tego kolesia" pomyślałam. Był jakieś 50 metrów ode mnie, zaczęłam biec, żeby mu oddać to co zgubił.
-Przepraszam.To chyba należy do Pana.-uśmiechnęłam się. Facet się odwrócił miał na sobie okulary. "Pojebany jakiś po co mu teraz okulary?" Dobra nieważne... Patrzył się na mnie 15 sekund i w końcu przemówił:
-Rzeczywiście, nie mam portfela. Dziękuję Bardzo.Czy mogę się pani odwdzięczyć?- łał ale ma słodkie dołeczki w policzkach...
-Nie trzeba, oddałam to co należny do pana.
-Och nie daj się prosić. Jestem Harry. -Wyciągnął dłoń.
-Miło mi. Megan. -Uścisnęliśmy sobie dłonie. Jego były takie cieplutkie, a moje jak zawsze lodowate.
-To dasz się zaprosić na kawę? -Fuu koleś nie wie, ale nie przepadam za kawą. Zbrzydła mi od
ciągłego jej robienia.
-Myślę , że to nie jest konieczne. Nie umawiam się z każdym facetem , któremu oddam portfel na
kawę.- Zaśmiał się cicho, bo pewnie to dziwnie zabrzmiało "każdym facetem , któremu oddam portfel"
-Naturalnie, ale może zrobisz wyjątek.
-Nie wydaję mi się. Przepraszam jestem spóźniona.
-Do zobaczenia wkrótce, Megan.-popatrzyłam na niego zdziwiona." wkrótce"?
Ruszyłam w przeciwnym kierunku niż on. Robiła się coraz chłodniej, a ja coraz głodniejsza.
***
Nareszcie w domu. Ściągnęłam buty udałam się do kuchni i zrobiłam kanapkę. Później położyłam się na łóżku. Coś za wibrowało, "pewnie telefon idiotko" moja podświadomość mi dogryza , no ładnie.
* Amy dzwoni*
-Halo ?
-Siemaneczko. Mam niespodziankę.
-Jaką?
-Jutro idziemy się zabawić kochana. Twoje urodziny we wtorek , stara dupo.
-Nie bardziej stara niż ty. -zaśmiałam się-Gdzie idziemy na tę szaloną imprezę i kto idzie?
-No Ty Ja, Chris i Patrick. Do "Fabric"
-Coo? Tam? Chyba żartujesz. A Sophie nie idzie?
- Nie ma jej , pojechała do babci do szpitala, ale Patrick ma jej zgodę.
-Aaa no to dobra , tylko , że ja nie mam się w co ubrać... jak zawsze.
-Od czego masz mnie? Przyjedź do mnie jutro. Zrobię cię na bóstwo.
-Okej więc, o której?
-Wyjeżdżamy o 20, więc masz być o 17!
-Co ty mi będziesz robić przez 3 godziny ?
-O nie przesadzaj, to jest idealny czas na przygotowanie. Poza tym ja też mądralo muszę się wystroić.
-Po co? Chris i tak cie kocha.-znów się zaśmiałam.
-Śmieszne bardzo. Dobra Megg. Kolorowych snów.
-Wzajemnie.
-Pa
-Pa
Nawet nie wiem kiedy , ale zasnęłam.
___________________________________
No to 1część juz jest :) piście komentarze!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz